Informacja Prasowa – Wielkie Wakacyjne Wydarzenie Charytatywne 2018

W AMERYCE ZAKOŃCZYŁO SIĘ WIELKIE WAKACYJNE WYDARZENIE CHARYTATYWNE NA RZECZ DOMU DZIECKA W OSTROŁĘCE I SCHRONISKA DLA BEZDOMNYCH ZWIERZĄT CANIS W KRUSZEWIE.
Od 15 do 20 czerwca trwało Wielkie Wakacyjne Wydarzenie Charytatywne 2018 zorganizowane przez Rafski Fotografski na rzecz Wielofunkcyjnej Placówki Opiekuńczo – Wychowawczej w Ostrołęce i schroniska dla bezdomnych zwierząt Canis w Kruszewie.
Łączny dochód z wydarzenia w całości zostanie przeznaczony na wsparcie dzieci oraz zwierząt z obydwu placówek. Pieniądze zostaną rozdzielone w równych częściach pomiędzy obydwie placówki.
Pierwsza edycja WWWC 2018 to pieciodniowy marsz który prowadził przez tereny Kurpi i Mazur leżące w gminach Olszewo Borki, Lelis, Baranowo, Czarnia, Wielbark, Jedwabno, Olsztynek. Trasa prowadziła z Ostrołęki a kończyła się w Ameryce. Rafski Fotografski to pseudonim pod którym Rafał Kwiatkowski z Ostrołęki publikuje swoje prace fotograficzne. Jego prace i artykuły oraz relację z tegorocznego wydarzenia charytatywnego można oglądać niebawem na stronie internetowej www.rafski.com
Najważniejsze jest to, co mamy w głowie i w sercu. Możemy zrobić wiele, aby świat wokół nas był lepszy a życie nadal miało smak, było pełne przygód – podsumowuje Rafał, założyciel Rafski Fotografski.
Wielkie Wakacyjne Wydarzenie Charytatywne 2018 to marsz nietuzinkowy. Polega na przekraczaniu barier, które większośc z nas ma w głowach. Wiele osób myśli że wyjście z domu bez pożywienia może skończyć się tragedią. Rafski udowadnia że pomimo znikomych ilości pożywienia jesteśmy w stanie przetrwać o wiele więcej niż możemy przewidywać. Nasi przodkowie podczas minionych wojen cierpieli o wiele bardziej. 140 kilometrowy marsz bez pożywienia to w porównaniu z ich dokonaniami jest błachostką – uważa Rafał.
Pieniądze na rzecz Domu Dziecka w Ostrołęce i schroniska Canis można wpłacać jeszcze przez dwa dni pod adresem internetowym https://zrzutka.pl/x4mzxs

Dzień 1

Wyruszyłem z domu dwugodzinnym opóźnieniem. Było już po 14:00 a ja miałem przed sobą pierwszy etap obejmujący miejscowości leżące na drodze w obranym przeze mnie kierunku.

Fontanna za milion

W przeddzień mojego wymarszu spotkałem się z kolegą w Ostrołęce. Jedno z regularnych wyjść na tzw „piwo”, podczas którego ocenialiśmy najnowszą inwestycję miasta Ostrołęka czyli fontannę za milion, obfitowało w dyskusje o tym jak jest teraz i jak było kiedyś. Opowiedział mi skąd pochodzi jego rodzina, jak spędzał wakacje w młodości. Trochę o Puszczy Kurpiowskiej zaczynającej się w gminie Czarnia, o dziadkach w miejscowości Bandysie, kwiatach lipy używanych w przeszłości zamiast herbaty, o wydarzeniach w 1944 gdy hitlerowcy wyciągnęli z domów wszystkich mężczyzn z Bandysi i wywieźli do obozu w Stutthoffie. Postanowiłem na własne oczy przekonać się na czym polega magia Kurpiów i przetestować wszystkie fakty i ciekawostki o których się dowiedziałem. Celem wędrówki w początkowej fazie wyprawy były więc Bandysie.

Wojskowe namioty za mostem

 Pierwszym z widoków które mnie zaciekawił, oprócz wczorajszej fontanny były namioty rozstawione zaraz za małym mostem w Ostrołęce. Namioty wojskowe często używane tez przez harcerzy na przeróżnych obozach. Miałem okazję spać w takim w latach 90 tych podczas kolonii w Pustkowie. Było całkiem spoko, zwykle mają drewniane podesty jako podłogi i łóżka polowe do spania.

Zrzutka na Schronisko dla Zwierząt w Kruszewie

Kilka słów poświęcę na mój ekwipunek podróżny. Musze się przyznać: nie jestem specjalistą od pakowania. Zawsze robię to na ostatnią chwilę i prawie zawsze zapominam bardzo potrzebnych rzeczy. Nie inaczej było i tym razem. Moja porażka była dosyć kosztowna bo zapomniałem rzeczy kluczowej czyli śpiwora. Wszystkie 5 nocy spałem okryty koszulami a i tak budziłem się około 3 rano zziębnięty na maksa. Cały Rafski.

Mój ekwipunek stanowił plecak z kilkoma kompletami bielizny i ubrań, ładowarkami przeróżnych urządzeń elektronicznych które miałem ze sobą, powerbankami, przyborami toaletowymi i to w zasadzie tyle. Podstawową filozofią było lekkie podróżowanie. Travel light. Oprócz plecaka miałem też małe iglo. Niestety pod tym terminem rozumiem iglo w którym można spokojnie zmieścić trzy osoby tak więc namiot nie należał do najlżejszych i był bardzo nieporęczny. Noszenie go wszędzie to utrapienie. Notatka na przyszłość – weź namiot jedynkę.

Żart: Czy wiecie gdzie leży Łomża? – w lodówce. Tak, zaraz za mostem leży. W sklepie. I tylko czeka żeby Rafski się zorientował. Pozatym jakie miałem opcje, puszka Coca-Coli to wydatek 2.65, Łomża jest tańsza i pewnie mniej szkodliwa.

Ulica Księdza Waltera

Niedaleko za mostem skręciłem w ulicę Księdza Waltera, (kim był Ksiądz Walter?) prowadzącą w kierunku.. hmm w zasadzie nie wiadomo w jakim kierunku prowadzi. Wiem tylko że doprowadziła mnie do miejscowości Olszewka. Droga mało uczęszczana, bardzo przyjemna w podróży, prowadząca częściowo przez lasy widoczne na załączonym obrazku. Samotne chodzenie jest czymś niespotykanym w dzisiejszych czasach. Rozmawiając o tym dzisiaj zadawano mi pytania: a po co? Po co chodzić. No właśnie. Po co. Lepiej siedzieć w domu. Najlepiej przed telewizorem. Nie wychodzić bo jeszcze coś się stanie. Takie jest myślenie wielu osób.

Mapa podróży – Dzień 1

Pora to przełamać. Ja wychodzę bo chcę żyć. Chcecie umierac w domach, proszę bardzo. Podróżowanie samemu ma wiele zalet. Jedną z nich jest to że jesteśmy bardziej otwarci na drugiego człowieka. Nie

boimy się rozmowy bo może ona przynieść korzyści. Podróże kształcą. Nabiera się

Przystanek w Obierwi

ogłady. Nawet podróże po najbliższej okolicy zawsze coś dają.

Klacz i źrebię
Wóz w lesie

Podróż do Olszewki wymagała tez zejścia z ulicy i spaceru w bardziej dzikich okolicznościach przyrody. Kolejne miejscowości na trasie to Obierwia (Obzierzia) i Chudek. Podróż pozwoliła na spotkanie klaczy ze źrebakiem widocznej na zdjęciu. Widziałem dmuchawce giganty. I wioskowy przystanek. I spokój. I ogrody które są dumą mieszkających tam gospodyń.

Dekoracje ogrodowe
Sklep Akbar

Ciekawostką jest że niedaleko za mostem w Ostrołęce naprawdę zaczyna się inny świat. Świat Kurpiów, gdzie na dzień dobry mówią Zitajta.

Okocim Radler

Jednej rzeczy tylko nie mogłem zrozumieć. Skąd u Kurpiów zamiłowanie to islamskiego nazewnictwa sklepów. Przemyślenie to naszło gdy przechodziłem obok sklepu Akbar w miejscowości Chudek. Nie mnie to oceniać ale napewno dosyć ciekawa nazwa jak na sklep w tej lokalizacji.

Kilka słów o pożywieniu. Jako że charytatywnie a nie rekreacyjnie to miało nie być za lekko. Postanowiłem nie spożywac pokarmów stałych. Wprawdzie od tego były wyjątki. W praktyce wyglądało to tak że nie wydałem ani grosza na pokarmy stałe w sklepach.

 

Dmuchawiec gigant

Około 21:30, gdy zrobiło się ciemno w miejscowości Gleba znalazłem kawałek miejsca w lesie gdzie mogłem rozbić namiot. Miękki mech był naprawdę wygodny. Zaczynało mi się to podobać.

Oto miejscowości przez które prowadziła trasa w pierwszym dniu wędrówki: Olszewka, Obierwia, Chudek, Gleba.

Pożywienie: Łomża, Okocim Radler, Woda, Oranżada (całkowity koszt 7 zł), Szczaw, kłosy pszenicy.

 

Wesprzyj WWWC 2018 i zwierzaki

 

Dzień 2

Gleba

Miękki mech stanowił wygodne posłanie. Jak wspomniałem, bez śpiwora było zimno. Bardzo zimno. Ale przetrwałem. Technika rozstawiania mojego Iglo też pozostawia wiele do życzenia. Oszędzając czas używałem tylko najpotrzebniejszych elementów, do których nie należało więcej szpikulców niż cztery. Tylko dlatego że po kilku godzinach składałem wszystko z powrotem. System ślimaka.

Iglo

Zimno. Na szczęście około 5-6 rano robi się cieplej. Pamiętam że wypełzłem z namiotu o 6 a już pół godziny później byłem w drodze w poszukiwaniu najbliższego sklepu. Zacząłem marsz w miejscowości Gleba. Zaraz po wyjściu z lasu spotkałem człowieka na rowerze. Powiedział że widział mnie już wczoraj gdy szedłem wieczorem i zdziwił się że nie zaszedłem az tak daleko. Wydawało mi się że jakby na mnie czekał. Podobno przyjeżdza na lato a w zimę siedzi w Niemczech. Zaoferował kawę u siebie. Odmówiłem z grzeczności ale w ciągu dnia przypomniałem sobie o tym i tego żałowałem. Kawa na dobry początek dnia się przydaje, pozwala zrobić kilka kilometrów więcej.

Droga prowadziła nizinami przez tereny rolnicze. Gleba, Kierzek, Kopaczyska, Zawady. Po drodze rozmawiałem z rolnikiem o jego problemach. Susza. Można posłuchac gwary. Małe rzeczy ale jak często zapominamy by nimi się cieszyć. Poniżej kilka zdjęć zrobionych w trakcie wyprawy. Przystanek zrobiłem dopiero przy sklepie spożywczym w Zawadach. Czas podładować baterie.

Sklep w Zawadach gdzie obsługuje pani Natalia pozwolił na chwilę wytchnienia (Warka Radler). I wypicie kawy. W zamian miałem zrobić fotografie kajakowego biznesu który prowadzi pani Natalia z bratem. Za jedyne 40 zł od osoby możecie spłynąć Omulwią i spróbować lokalnych przysmaków w trakcie grilla. Rzecz warta rozważenia dla wszystkich amatorów dzikiej przyrody. Jest nawet chatka z bala gdyby przyszło na myśl nocowanie w Zawadach.

 

Wesprzyj WWWC 2018 i zwierzaki

 

 

 

Kajaki w Zawadach

 

Bandysie

Z Zawad skierowałem się do wsi Bandysie. Trasa wiodła najpierw droga a potem przez pola i las gdyż tak najłatwiej było dojśc do celu. Letnie temperatury sprawiały że plecak kleił się do pleców. Brak przygotowania kondycyjnego także dawał się we znaki. Trzeba było robić postoje. Trasa mało uczęszczana przez auta a marsz całkiem spokojny.

 

Minąwszy Bandysie obrałem kierunek na Krukowo. Przechodząc przez miejscowości Długie i Binduga nie zatrzymywałem się zbytnio. Nie było tam zbyt wiele do oglądania. Pod koniec dnia dotarłem do Krukowa, gdzie w sklepie między innymi mogłem skonsumować zsiadłe mleko.

Namiot rozbiłem w pobliskim lesie. Niestety nie było tam miękkiego mchu tylko szyszki i gałęzie.

 

Pożywienie

Kawa

Jogurt

Radler

Maslanka 1l

Zsiadle mleko 

Oranzada x 2

Woda

Szczaw

Kłosy

 

 

 

Wesprzyj WWWC 2018 i zwierzaki

Dzień 3

Niedzielny poranek wydawał się dosyć miły. Było ciepło. Powlokłem się do sklepu w nadziei że kupię śniadanie w płynie. Moje nadzieje okazały się płonne. Nie pozostało nic innego jak ruszyć w podróż bez śniadania. W Zarębach widziałem reklamę Lody Włoskie. Niestety lodów nie było, była to tylko sala weselna. Udało mi się jednak ugasić pragnienie i napełnić butelkę wodą w stojącej nieopodal remizie strażackiej. Stary Jelcz przed remizą wyglądał rzeczywiście kozacko.

OSP Jelcz

Samotna podróż to okazja do refleksji. Ktoś ze znajomych zapytał mnie czy nie oddalam się od codzienności. Zastanawiałem się wtedy czy taka medytacja, gdy oddalamy się daje coś człowiekowi. Napewno jest okazją do skierowania uwagi na aspekt duchowy. Pomyślałem o życiu, o drodze jaka mnie spotkała. O duchownych i wojskowych w jednym. O stosunkach z rodziną i o rozwodzie. O tym jak niszczy się ludzi którzy maja ambicje i możliwości zrobić coś więcej niż tylko pokorne służenie. Jak niszczą Polacy starając się uzyskać coś w ten sposób. I o tym jak pokolenie wychowane w czasach komunizmu nie potrafi współpracować i budować a braki w edukacji nie pozwalają im wyjść dalej niż czubek własnego nosa, własnego miasteczka, i teraźniejszości. O tym że intencjonalnie promuje się głupotę i brak edukacji. Ludzie z myśleniem komunistycznym nie myślą o dzieciach, zagrożeniach, edukacji, rozwoju. Nie wierzą w nikogo i nic oprócz pieniędzy. Pieniędzy które dają władzę nad ludźmi. Pomyślałem o księżach którzy są agentami niszczenia rodaków za granicą i tworzą enklawy komunizmu na zachodzie, gdzie wszyscy faceci przypominają homoseksualistów bardziej niż mężczyzn. I o tym jak mnie zniszczyli gdyż pragnęli zysków i podporządkowania się. A może dlatego że siedzą w kieszeni mafii. I o kobietach którzy ufają homoseksualistom bardziej niż hetero bo oni (homo) jako że dają d. na zachodzie i nie mają moralności dysponują większą gotówką. O tym że system socjalny w UK niszczy ponieważ został tak zbudowany żeby zmuszać ludzi do dawania d albo j***nia innych, nie dając możliwości ani rozwoju ani balansu życiowego. I o systemach wartości ludzi. Co tak naprawdę jest dla ludzi wartością. Ile jest wart czas który mógłbym spędzać z dziećmi a który mi zabrali? Ile jest wart bolący nadgarstek spowodowany pracą w Deeside.
 

Wesprzyj WWWC 2018 i zwierzaki

Minąwszy Zaręby moje kroki skierowałem ku wsi Mącice (czyli Montwitz). Po drodze zauważyłem przy drodze martwe stworzenie. Czy wydra wygra. Przez chwilę pomyślałem o tym czy Bear Grylls zawinąłby ją do plecaka czy raczej rozpaliłby ognisko w pobliskim lesie. Było jeszcze wcześnie i chociaż byłem głodny to tym razem wydra wygrała. Pozwoliłem jej opalać się dalej.

Wydra
Mącice

Za Mącicami odnalazłem przy drodze stary cmentarz. Nazwiska przodków rodzin były zastanawiające. Ponoć książę pruski założył wieś w XVI w. LINK

Pomimo iż nie miałem planów odwiedzić Wielbark to jednak zmieniłem zdanie. Powodem był brak sklepów na innych drogach i ogólne wycieńczenie. O niczym nie marzyłem bardziej niż o butelce schłodzonego płynu. Prosta droga w kierunku Olsztynka spowodowałaby dwa dni bez możliwości zakupów. Nie mogłem sobie na to pozwolić. W międzyczasie temperatura podniosła się do tego stopnia że asfalt zaczynał sie roztapiać pod nogami.

Roztapiający się asfalt
Poziomki

 

Były tez pozytywy. Udało się znaleźć poziomki w lesie. Bardzo smaczne. Szkoda tylko że takie małe. Podróż do Wielbarka upłynęła bez większych przeszkód, po dotarciu znalazłem najbliższy sklep w którym zaopatrzyłem się w napoje oraz podładowałem baterie. Porozmawiałem z panem Poparu Głębszych. Pytał na kogo czekam. Czy na Warszawiaka czy na Krakowiaka. Po paru godzinach czas było ruszyć dalej. Pierwsze kroki skierowałem do Smażalni Ryb gdzie można poleżeć nad stawem. Zakładam że stare sprzęty rolnicze są dumą właścicieli, nie wiem tylko czy taki wystrój nie jest zbytnio oklepany. Na pewno jest przaśny.

 

Zachód słońca w Wielbarku obfitował w kolory niespotykane zbyt często na niebie.

 

 

Pożywienie:

2 butelki wody

1 mala Oranżada

Szczaw

Kłosy

Poziomki

 

 

 

 


 

Wesprzyj WWWC 2018 i zwierzaki

Dzień 4

Spałem w lesie. Przepiękne lasy, wysokie, dosyć stare drzewa nie stanowiły przeszkody w rozbiciu namiotu. Duże przestrzenie, gdzie nawet ścieżka była szeroka a widoczność w lesie nie nastręczała problemów przez brak krzaków. Ten las koło Wielbarka wygląda jak zaprojektowany przez niemieckich inżynierów od początku do końca. Miekki mech ponownie stanowił wygodne posłanie a niezbierane gałęzie stanowiły problem który można było tylko w części zneutralizować podczas rozbijania namiotu ciemną nocą. Obudził mnie leśniczy. Nie, w zasadzie nie obudził. W momencie gdy przejeżdzał i zdecydował złożyć mi wizytę byłem już w trakcie pakowania.

  • Dzień dobry, (tu przedstawił się Nadleśniczy Jakiśtam)
  • A dzień dobry, w czym mogę pomóc?

Pokrótce przedstawiłem mu sytuację. Jako że szedłem przez las i było już całkiem ciemno postanowiłem się przespać i rozłożyłem namiot. Myślał że to nielegalny camping ale po moim wyjaśnieniu przeprosił i pojechał. Nie myślałem że spotkanie z władzą lasu może być aż tak bezproblemowe. Fajnie wiedzieć że ludzie w naszym kraju są spoko nawet na służbie.

Wesprzyj WWWC 2018 i zwierzaki

Po krótkim marszu i przejściu przez most na Omulwi wyszedłem na szosę i niebawem dotarłem do miejscowości Głuch. Kierowałem się na północ do Wesołowa.

Wesołowo
Widok z mostu na Omulwi
Bocian w Głuchu

Czy w Wesołowie jest wesoło? Napewno kiedyś bywało. Z Wesołowem kojarzą mi się wakacyjne wspomnienia z lat 90tych gdy byłem tam na koloniach letnich. Niewielka wioska leży nad rzeką Omulwią. Bogactwem atrakcji dzisiaj nie poraża, nawet jedyny sklep od niedawna stoi zamknięty. Udało mi się znaleźc miejsce gdzie napełniłem butelkę wodą i wypiłem kawę. Rozmowa z tubylcem pozwoliła na zrewidowanie planów na dalszą podróż. Polecane miejscowości leżące nad jeziorem Świętajno wydawały się bardzo kuszące a droga wiodąca do nich nie aż tak daleka.

Żuk na drodze
Kawa i rozrywka
Droga z Wesołowa
Ad hoc made camera tripod

Po naładowaniu baterii ruszyłem w dalszą drogę. Kawa spowodowała szybsze krążenie krwi oraz poprawę samopoczucia. Trasa wiodła szosą w kierunku miejscowości Rekownica. Niebawem odwiedziłem kolejne miejsce zapamiętane z dzieciństwa, camping nad jeziorem Głęboczek. W międzyczasie wyprodukowałem ad hoc statyw do aparatu pozwalający na lepsze ujęcia. Będąc w podróży z jak najlżejszym bagażem to jedyna opcja aby nagrać filmik obiektywem 50mm na poziomie głowy. Odbicie nad Głęboczek nie zajmuje długo, po powrocie na szosę kierowałem się na Piduń skąd wiedzie leśna droga do Nart nad jeziorem Świętajno. Droga nie nastręczałą problemów a znajdowane gdzieniegdzie poziomki i maliny umilały moją wyprawę. Nigdy nie byłem w Nartach ale te dwie, leżące obok siebie miejscowości, Narty i Warchały są znane i lubiane wśród moich rówieśników z Ostrołęki. Tubylec z Wesołowa zachwalał jezioro Świętajno, jak niebawem miałem się przekonać, nie bezpodstawnie.

Leśna droga w okolicach Jeziora Głęboczek
Jezioro Głęboczek

Krystalicznie czysta oraz ciepła woda i żółty przyjemny piasek to niewątpliwe atuty jeziora Świętajno. Zrzuciłem ubranie, kąpiel w tym jeziorze była wyjątkowo przyjemna. Pokąsane i przetrenowane łydki wymagały nieco relaksu. Były też i minusy. Sklep reklamowany w Google do 21 działał tylko do 16. Jako że byłem tam dopiero po 17 nie byłem tym zachwycony. Byłem tam tydzień przed oficjalnym rozpoczęciem sezonu tak więc większość rozrywkowych atrakcji Nart nie działała jeszcze. Było tak z barem. Kolejny bar na jaki się natknąłęm niestety nie pozwalał na płatność kartą. To w zasadzie główne mankamenty tej wyjątkowo ciekawej lokalizacji turystycznej. Czas w Nartach tak jakby się zatrzymał i wydaje się że niewiele jest nowych inwestycji skierowanych do turystów. Ma to swoje dobre ale i złe strony. Szczegółowa analiza pozwoliłaby na zrównoważony rozwój i zarabianie większej ilości pieniędzy przez lokalną społeczność.

W Nartach widziałem też amerykańskie wojsko które pilotowane przez Żandarmerię Wojskową zdążało swoimi pojazdami wojskowymi na zachód. Na zachód podążyłem i ja w poszukiwaniu najbliższego otwartego sklepu pozwalającego na płatnośc kartą. Po paru godzinach dotarłem do Jedwabna gdzie trzy działające sklepy zaspokoiły moje potrzeby. Mimo iż już się ściemniało postanowiłem iść dalej. Zatrzymałem się dopiero po dojściu do Campingu Dłużek nad jeziorem Dłużek. Nie było nikogo w recepcji a ja biorąc to pod uwagę skorzystałem z porady regulaminu wszącego przy wejściu, rozbiłem swój namiot i poszedłem spać. Czwarty dzień mojej wędrówki to dzień w którym mój organizm zaczął się przystosowywać do tego rodzaju aktywności. Wydaje mi się że poprzednie trzy dni to dla organizmu było swojego rodzaju emergency gdzie metabolizm zwolnił bardzo wskutek braku dużych ilości pożywienia do których był przyzwyczajony.

 

Dochodząc do Nart
Jezioro Świętajno
Amerykański wóz bojowy

 

 

 

 

 

 

Trasa Dzień 4. Droga do Nart z Piduni wiodła po lewej stronie jezior.

 

 

Wesprzyj WWWC 2018 i zwierzaki

 

 

 

Dzień 5

Spałem w namiocie. Około 4 nad ranem zrobiło sie zimno, które mnie obudziło. Niebawem ponownie zasnąłem, po wschodzie słońca robi się cieplej, zimno przestaje dokuczać, więc tym razem spałem mocnym snem człowieka strudzonego. Obudziłem się po ósmej. Zdziwił mnie brak zewnętrznego poszycia namiotu. Byłem przekonany że wiatr tego poranka nie był aż tak silny żeby odkryło mój tropik. Około 9 rano zebrawszy (!) namiot podążyłem do recepcji. Nie było w niej nikogo. Nie spieszyłem się, mogłem spokojnie poczekać godzinę. Poranek był słoneczny, nad jeziorem jest miło, czas spędzony tam nie jest czasem straconym. Niestety godzina dla osoby pracującej w recepcji nie wystarczyła. Mi za to pozwoliła na nawiązanie miłej konwersacji z panią z Holandii przebywającej na wakacjach w kamperze. Znajomość angielskiego na dobrym poziomie to niewątpliwa zaleta która otwiera wiele drzwi. Napisałem wiadomość do recepcjonisty z kontaktem do siebie i ruszyłem dalej. W dobie internetu i płatności mobilnych mogę to przecież zrobić skądkolwiek „in no-time”. Dziękując za gościnę mogę polecić Camping Dłużek wszystkim zmotoryzowanym wczasowiczom, mojej rozmówczyni podobało się tam bardziej niż w Giżycku.

Wesprzyj WWWC 2018 i zwierzaki

Pomost na Jeziorze Dłużek
Camping Dłużek
Prywatny pomost

Szlak który obrałem wiódł mnie szosą do Ameryki. Pomimo tego że przyjemnie się wędrowało częste przejazdy wielkich ciężarówek sprawiały że nie było to jedynie pozytywne przeżycie. Nie to że mam coś przeciwko ciężarówkom wiozącym rozmaite towary takie jak mleko, trzodę chlewną, benzynę czy drewno. Po prostu szosa nie jest zbyt szeroka, brak twardego pobocza albo ścieżki dla pieszych. Trzeba uważać. Z tego względu trasa ta nie jest przeze mnie polecana wędrowcom mimo iż flora gdzieniegdzie jest wyjątkowo atrakcyjna dla wszystkich wielbicieli krajobrazu.

Jezioro Dłużek
Aleja Dębowa

Przepiękne jeziora i lasy robią tu dużą różnicę. Trasa przywiodła mnie do miejscowości Czarny Piec. Była to miejscowość w której od wieków mieszkali smolarze. Prawdopodobnie istniała w czasach krzyżackich jednak dokumenty założycielskie zaginęły i trudno to sprawdzić. Przy wjeździe do wioski stoją bunkry niemieckie. Jest to ciekawy element architektury, nie widziałem podobnych umocnień w żadnej z miejscowości przez które do tej pory przechodziłem. Zakładam, że Czarny Piec musiał być albo ważnym punktem obronnym tego terenu albo też istniało w wiosce coś co nakazywało jej obronę. Ciekawe jest to że populacja wioski wzrastała w ostatnich wiekach aby przed drugą woją światową liczyć aż 302 mieszkańców, co w porównaniu z obecną liczbą 25 mieszkańców stanowi znaczną różnicę. Po drugiej wojnie światowej, gdy tereny te przeszły pod administrację polską niemieccy mieszkańcy byli albo wysiedleni albo uciekli do Niemiec. Ludność zostałą uzupełniona przez polską ludność napływową z innych terenów. Dzisiaj istnieje tam Ośrodek Rekreacyjno-Kondycyjny Wojska Polskiego (nie dotarłem do niego) oraz organizowane są plenery malarskie.

Sklep. Musze znaleźć sklep. Google podpowiadąło że kolejny sklep na trasie znajdę w miejscowości Zgniłocha. Trasa którą wyznaczyła nawigacja polegała na powrocie na szosę po której pędziły ciężarówki. Nie bardzo podobał mi się ten pomysł. Ponadto trasa nadkładała dużo drogi. Mapy w nawigacji pokazywały także o wiele krótszą drogę prowadzącą z Czarnego Pieca przez kolonię Gimek. Moja dotychczasowa podróż nauczyła mnie że lasy i polne drogi to zazwyczaj oferują ciekawe i komfortowe warunki podróżowania. Zazwyczaj nie znaczy zawsze. Podążałem drogą widoczną na mapie. W pewniej chwili droga skończyła się na gospodarstwie. Nie chcąc nikomu naruszać jego przestrzeni mieszkalnej nie wszedłem w podwórko lecz postanowiłem okrążyć zabudowania w nadziei na odnalezienie zaginionej i ledwo uczęszczanej drogi po drugiej stronie. Nadzieja matką głupich jak mówi porzekadło. Po drodze nie było ani śladu. Musiałem przedzierac się przez pole pełne wysokich pokrzyw i kłujących ostów. Moje szorty i odsłonięte łydki nakazywały ostrożność a więc wypracowałem sobie technike pokonywania pokrzyw. Polegała ona na ugniataniu pokrzyw w kierunku diagonalnym zewnętrzną stroną stopy co pozwalało na względnie bezpieczne przemieszczanie się po polu pokrzyw. Technika ta jednak nie uchroniła mnie przed poparzeniami których efekt miał dopiero nadejść wieczorem.

Po pokonaniu pola pokrzyw dotarłem do lasu. Ponownie w mojej głowie zaświtała myśl że gdzieś tam, niebawem znajdę dawną droge prowadząca przez te tereny. I jak poprzednio, moje nadzieje okazały się płonne. Musiałem przedzierać się przez gęste krzaki i zarośla nietknięte stopą człowieka. Jakby tego było mało, niebawem tereny po których stąpałem zaczęły stawać się coraz bardziej podmokłe. Doszło do tego że moja stopa zapadła się po kostkę w błocie. Należało uważać. Szczęście w nieszczęściu że nie straciłem buta.

Bunkry niemieckie przy miejscowości Czarny Piec

Dalsza droga to przede wszystkim przeprawianie się przez rowy i cieki wodne. Polegało to na tym że trzeba było znaleźć odpowiedniej grubości pieniek lub gałąź, przerzucić ją przez rów oraz przy pomocy długiego kija który służył do podpierania się przejść na drugą stronę strugi. Ta technika była prosta i skuteczna i użyłem jej kilkukrotnie.

Wesprzyj WWWC 2018 i zwierzaki

Po tym etapie czekało mnie znowu przedzieranie się przez zarośla i pokrzywy po czym dotarłem do wysokiego na trzy metry płotu. Był on solidny na tyle że wszelkie myśli o pokonaniu go odłożyłem do lamusa. Podążyłem wzdłuż niego w kierunku południowym. Niebawem dotarłem do przejścia. Wysoka drabina pozwalała na przejście płotu. Po drugiej stronie widziałem pola i przyległe do nich zabudowania. To ciekawe że Zgniłocha odgrodziła się tak solidnie chroniąc się przed wszelkimi zwierzętami które mogłyby dostać się do wioski od strony tego dzikiego lasu.

Widok moich nóg po przejściu przez pokrzywy i bagna

Przejście przez pola tez wymagało wysiłku i przeprawiania się przez kanały wodne i pola z bydłem ogrodzone pastuchem (którego kopnięcia notabene nie należą do najprzyjemniejszych o czym się przekonałem). Trasa przez te lasy i bagna zajęła mi około dwóch godzin (a może nawet więcej) i była wyjątkowo wyczerpującym etapem.

Bunkry niemieckie przy miejscowości Czarny Piec

Odpocząłem dopiero po dojściu do sklepu w miejscowości Zgniłocha. W sklepie dowiedziałem się że w miejscowej świetlicy będzie puszczany mecz Mistrzostw Świata 2018 Polska:Senegal. Pierwszy mecz naszej reprezentacji to duże nadzieje na to że nasi ugrają coś na tych mistrzostwach. Zdecydowałem się zostać na mecz. Przyjacielscy mieszkańcy wioski pozwolili na bardzo pozytywne przeżycia podczas meczu. Dostałem nawet Snickersa na drogę. Zdecydowałem się go otworzyć dopiero po dojściu do Ameryki.

Mecz w Świetlicy

Jako że mecz zakończył się około 18:00 było jeszcze sporo czasu na marsz w kierunku upragnionej Ameryki. Ponowna droga przez las, tym razem bez niespodzianek w kierunku wsi Kurki (skądinąd dosyć ciekawej atrakcji gdzie można zjeść rybę i pojeździć konno) i przystanek około 22:00 przy jeziorze Święte. Zastanawiałem się nawet nad rozbiciem tam z noclegiem ale jednak pomaszerowałem dalej i rozłożyłem namiot dopiero po minięciu miejscowości Swaderki. Spałem krótko bo już około 6, po czterech godzinach snu byłem w drodze do Ameryki. Dzień zapowiadał się przednio a ja miałem już zorganizowany transport z Olsztynka do Warszawy.

 

Wesprzyj WWWC 2018 i zwierzaki

Trasa – Dzień 5

Przejdź do głownej zawartościPrzejdź do paska narzędzi
O WordPressie
Rafski Fotografski
2017 aktualizacji wtyczek, 3 aktualizacje motywów
00 komentarzy oczekuje na moderację
Dodaj
Zobacz wpis
SmartCrawl
Filters content by languageShow all languages
UpdraftPlus
Witaj, rafski
Debug
Wyloguj się
Pomoc Opcje ekranu
Edytuj wpis Dodaj nowy
Wprowadź tytuł
WWWC 2018 – Dzień 6 – Finał
43 characters left

Bezpośredni odnośnik: https://rafski.com/?p=1298 Ustawienia Pobierz skrócony odnośnik
Edytuj w Elementorze
Dodaj medium
Enter keyword(s)
Search Wstaw plik Dodaj formularz kontaktowy WizualnyTekstowy

Dzień 6

Trasa w ostatni dzień prowadziła przez miejsca dziś nieco zapomniane a kiedyś oblegane. Ośrodki wypoczynkowe pamiętające czasy PRL ulokowane w miejscowościach Mierki, Waszeta, Kołatek, Świerkocin. Rozmowa z panią z Mierek prowadziła do konkluzji że potrzebna byłaby wyjątkowo skuteczna kampania marketingowa oraz zmiana wizerunku tych ośrodków żeby zaczęły przyciągać turystów tak jak dawniej. Jeśli o mnie chodzi to jestem za. Wakacje na Mazurach zamiast oklepanego Egiptu czy Tunezji!

Miejsce na odpoczynek przy sklepie spożywczym

Ciekawostkę także stanowi brak ogródków piwnych i pubów. To może jest dla tubylców zagraniczna moda. Za to przy wielu sklepach spożywczych widziałem ławeczkę z zadaszeniem chroniącą przed skwarem. Do takiej ławeczki zwykle zakotwiczony jest otwieracz aby można było napić się piwa zakupionego w sklepie. Jest także popielniczka. Przy takim stoliku można często spotkac rozmownego pana od którego można zaczerpnąc informacji na lokalny temat.

Marsz nie trwał długo. Po postoju w Mierkach szybko dotarłem do Ameryki przechodząc nad dwupasmową droga szybkiego ruchu. Widziałem nowe hale budowane nieopodal, zmiana krajobrazu z typowo dziewiczego lasu i jezior na kształtowany ręką człowieka stanowiła dużą odmianę. Około 10:00 zakończyła się moja podróż., Zdecydowałem się nie eksplorować Ameryki i wrócić do Olsztynka. Snickers i zakupiony w Zajeździe Jagiełek browar stanowił nagrodę za dobrze wykonany etap.

Już blisko Ameryki
Cel wypraw

 

Tyskie w Zajeździe Jagiełek

Wesprzyj WWWC 2018 i zwierzaki

 

Podsumowanie Akcji:

Ilość kilometrów 140km

Czas – od 14:00 w piątek do 10:00 w środę. (4 dni 20h)

Trasa przechodziła przez gminy: Olszewo Borki, Lelis, Baranowo, Czarnia, Wielbark, Jedwabno, Olsztynek

Całkowity koszt 120 PLN (pomijając transport z powrotem)

Zebrane fundusze na wsparcie Schroniska dla bezdomnych zwierząt (Dom dziecka nie wyraził zgody na zbieranie pieniędzy) – 99PLN na (zrzutka.pl), koszt obsługi 4.95

 

 

Schronisko CANIS na facebook

 

Oto kompletna trasa z Ostrołęki do Ameryki.

Początek akcji piątek godzina 14:00. Koniec, środa godzina 10:00.

 

Dzień 1 – Ostrołęka – Gleba

Dzień 2 – Gleba – Krukowo

Dzień 3 – Krukowo – Wielbark

Dzień 4 – Głuch – Dłużek

Dzień 5 – Dłużek – Swaderki

Dzień 6 – Swaderki – Ameryka

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.